YOU KNOW MY NAME. NOT MY STORY.

"Fałszywa miłość jest gorsza niż prawdziwa nienawiść."

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!


Chciałabym tylko zaznaczyć, że.. pod pierwszym linkiem możecie pytać o wszystko Bethany! <3
Na drugim możecie pytać o sprawy techniczne związane z blogiem, o mnie (O.o) i tak dalej <3
Przepraszam jeśli urażę kogoś usunięciem odpowiedzi z ask'a Beth, ale chce aby ten ask był JEJ. Czyli.. odpowiadam z jej perspektywy ;p Nie mogę więc odpowiedzieć na pytanie: 'Kiedy następny rozdział?' xdd Mam nadzieję, że rozumiecie.


Wracam na bloblo (ponownie ;_;). Spodziewajcie się rozdziału w najbliższych dniach.



XOXO.

Tagi: message
24.06.2014 o godz. 20:26
Bethany


Stojąc przed drzwiami domu na przeciwko miałam złe przeczucie. Wszystko w okól było.. takie idealne. Nienaganny ogródek przed domem, klamka od drzwi perfekcyjnie wypolerowana.. nawet w przednich oknach nie można było dopatrzeć się ani jednej smugi. Od razu wiedziałam, że nie jest to zbyt.. szczęśliwe miejsce.
Tak. Szczęśliwe.. Od pewnego czasu mam nawyk oceniania czy miejsce jest szczęśliwe czy nie. Na początku robiłam to podświadomie. Zdałam sobie z tego sprawę podczas jednej z rozmów z mamą około dwóch miesięcy temu.
- Może pojedziemy do Cioci Rude? - pytała wpatrzona we mnie siedzącą na kanapie oglądając powtórki One Tree Hill.
- Nie ma mowy. - Odrzekłam nawet na nią nie patrząc.
Nie lubiłam tam jeździć. W domu panowała sztucznie miła atmosfera, często nie było o czym rozmawiać, a jeśli już znalazł się temat to jakimś cudem zawsze kończyło się podsumowaniem, że "faceci są nic nie warci". Ciocia była rozwódką. Wujek John, z którym oczywiście zakazała mi jakich kolwiek kontaktów nawet moja mama (jak to mówiła: dla dobrej atmosfery w rodzinie") zostawił ją dla sąsiadki z na przeciwka. Nie, nie była młodsza, ładniejsza czy bogatsza. Po prostu.. była lepsza od Cioci Rude. Wiem to, bo pomimo niepisanej zasady cioci, spotkałam go parę razy na mieście z panią Dorothy i muszę przyznać, że jest świetna.
- Ale.. czemu? - spytała wyraźnie zdziwiona.
- Bo ich dom nie jest szczęśliwy - dodałam szybko. I dopiero kiedy słowa wyleciały z moich ust zrozumiałam co powiedziałam. - Po prostu mi się nie chce. - Dodałam szybko widząc zdezorientowaną minę mamy.
Kiedy mama wreszcie zapukała do drzwi zauważyłam, że wypuściła z ust powietrze i zagryzła dolną wargę. Zawsze tak robiła gdy się denerwowała.
- Spokojnie - powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy wiedząc jak mama bardzo denerwuję się tym potencjalnie nieoficjalnym spotkaniem.
Nigdy tego nie przyznała, ba, nawet zaprzeczała temu jakoby przejmowała się opinią innych. Jedna razem z tatą wiedzieliśmy swoje. Z resztą nie dziwię się jej. W końcu wprowadziliśmy się tu niecałe półtorej tygodnia temu. Miała prawo przejmować się potencjalnymi gafami jakie możemy popełnić, a które mogą nas prześladować do końca życia w tym miejscu.
- A czy ja się denerwuję? - odpowiedziała i zaczęła nerwowo pukać korkiem od buta w drewnianą, otaczającego wejście mini-tarasu, podłogę.
Spojrzałam na nią wymownie a ona tylko głośno westchnęła i zaprzestała ruchów nogą.
Nie minęła sekunda kiedy usłyszałyśmy odgłos szybkiego schodzenia po schodach. Mama, już nie bacząc na moje spojrzenie, wygładziła szybko koktajlową sukienkę na ramionach i poprawiła włosy. Drzwi otwarły się.
- Dzień dobry. Mama czeka na tarasie. Zapraszam - powiedziała tak znajomym dla mnie głodem młoda brunetka, dodając sztuczny uśmiech.
Wtedy nasze spojrzenia się spotkały, a ja już wiedziałam, że moja nadzieja na udany wieczór legła w gruzach.



♥♥♥


- Pyszna sałatka, Cecilio!
- Och, dziękuję Trish. Przepis mojej teściowej. - odpowiedziała mojej mamie równie entuzjastycznie pani Cecilia.
Była to średniej urody, około czterdziestoletnia kobieta. Jej imię bardzo do niej pasowało. Była bardzo elokwentna, rzeczowa i entuzjastyczna. Mimo, że na początku spodziewałam się, że atmosfera będzie bardzo napięta, ale nie było aż tak źle.
- Katlin - zwróciła się do brunetki - Jak to się stało, że poznałyście się z.. - powiedziała nerwowo próbując przypomnieć sobie imię.
- Bethany - pomogłam pani Cecili.
- Właśnie. Jak to się stało? - pytała z zaciekawieniem.
Już na początku mama zauważyła, że nie jesteśmy sobie obce, ale jak to ona - źle zinterpretowała fakty. Myślała pewnie, że Kate, Katlin czy.. jakkolwiek ona się zwie pomogła mi w pierwszym dniu w szkole czy coś w tym stylu. Gdyby tylko wiedziała jak bardzo się myliła.
- Na szkolnym korytarzu - dodałam szybko próbując uniknąć niepotrzebnych szczegółów. Gdy tylko spojrzałam na dziewczynę od razu zrozumiałam, że dałam jej propozycję nie do odrzucenia.
- Bethany - zaczęła akcentując, moim zdaniem specjalnie, źle imię - wpędziła nas w małe kłopoty dziś rano.
Nie musiała długo czekać na reakcję mojej mamy. Potem zaczęła szczegółowo koloryzować każdą chwilę dzisiejszego poranka. Oczywiście nie wspomniała przy tym, że prawie przejechałaby mnie na szkolnym parkingu.
- Proszę się nie martwić. To na prawdę nic takiego. Ubłagałam panią dyrektor, aby nie wyciągała żadnych konsekwencji. W końcu Bethany jest nowa. - powiedziała kończąc.
Nie miałam ochoty na żadne sprzeczki więc tylko kiwnęłam głową i dałam znać mamie, że postaram się wytłumaczyć jej wszystko w domu.
Godzinę później na stole pojawiło się danie wieczoru - grillowany stek. Pachniał znakomicie, więc od razu zaczęłam wyobrażać sobie jego smak, dopiero wtedy uświadamiając sobie, że nie jadłam zbyt wiele od rana.
- Może posypki orzechowej? Zapewniam, że dodaje potrawie kwintesencji smaku. - powiedziała pani domu.
Mama oczywiście od razu skorzystała z rady sąsiadki. Gdy pani Cecila podawała mi pudełko z proszkiem pokręciłam przecząco głową odmawiając.
- Uczulenie - wytłumaczyła mama.
Zanim zabrałam się za jedzenie postanowiłam jeszcze skorzystać z łazienki. Gdy w końcu do niej trafiłam, bo dom był niemały, zakluczyłam się i oparłam na szafce naprzeciwko lustra. Przemyłam twarz i spojrzałam na odbicie. Wytrzymam mówiłam sobie w duchu, jeszcze trochę. Potem skorzystałam z toalety i wróciłam na ogród siadając przy stole.
Byłam szczerze zdziwiona, bo pomijając moment o rozmowie z dyrektorką, Kate nie uraczyła mnie ani jedną uwagą czy sarkazmem jak robiła to wcześniej. Zaskoczyło mnie to, ale wszystko wyjaśniło się pół godziny później.
Nagle poczułam mocne ukłucie w żołądku i gardle. W jednym momencie zawartość tego pierwszego podeszła mi do ust i zrywając się szybko pobiegłam do łazienki. Wiedziałam, że to i tak już nic nie da. Przez najbliższe kilka godzin będę opuchnięta jak balon. Nie musiałam pytać - wiedziałam, że to ona.

♥♥♥


- Och, tak mi przykro. Na prawdę nie mam pojęcia jak te orzechy dostały się do Twojej porcji. - przepraszała szczerze sąsiadka.
A ja wiem! miałam ochotę wykrzyczeć, ale oczywiście nie byłam w stanie. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś może być zdolny do takiego czegoś, ale równocześnie nie miałam wątpliwości, że to wszystko sprawka Kate!
- Nie przejmuj się, Cecilio. Damy radę - odpowiedziała mama, choć tak samo jak ja dobrze wiedziała jak to się skończy. - Do widzenia! - pomachała na odchodne.
Gdy przeszłyśmy przez ulicę mama natychmiast wparowała do kuchni i podała mi leki antyalergiczne oraz zrobiła mi zimny okład na gardło oraz twarz.

Chcąc uśmierzyć ból postanowiłam, że spróbuję się przespać. Kładąc się na łóżko, postanowiłam przejrzeć jeszcze kilka stron internetowych. Kiedy zalogowałam się na jeden z portali zostałam zasypana masą powiadomień. Były to głównie zaproszenia do znajomych od ludzi, których nie do końca kojarzyłam, ale byli oni za pewne ze szkoły.
Nagle natknęłam się na link z filmikiem, który miał kilkaset odsłon. Otworzyła film i zamarłam.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Oto na ekranie mojego iPhone'a zobaczyłam siebie przy stole w domu Kate. W jednej chwili dziękowałam za pyszne danie, a w drugiej.. zrywałam się biegiem do łazienki. Nie ominięty został również fragment podczas którego zwymiotowałam całkowicie poprzedni posiłek. Ostatnie ujęciem filmu była moja opuchnięta twarz z odrzucającym wyrazem twarzy.



------

Tak bardzo przepraszam za przerwę. Rozdział taki.. nijaki ;p Ale obiecuję, że akcja będzie się rozkręcać! I to jak! ;* Proszę komentujcie! Mam nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta o tym opowiadaniu.. ;//
XOXO,
Unhappy Princess

PS. Jak podoba się nowy wygląd bloga? + Założyłam ask'a do blooga ;) Więc jak coś to.. ;*
[/size][/size]
Tagi: #5
04.05.2014 o godz. 00:17
Kolejna (zaległa ;p) nominacja od.. NeverSayNever5. Dziękuję ;*

1.Czy lubisz Dawida Kwiatkowskiego?
Tag. ;3 Nie jakaś tam od razu Kwiatonators, ale.. ;) Tańczy fajniee.. (DWTS) xdd

2.Jak nazywają Cię w szkole?
Eee.. nie jakoś specjalnie. Czasami Zuzol.. czy coś ;3

3.Co myślisz o osobach, które się okaleczają?
To zależy.. nie chcę oceniać, ale.. Znam osoby, które robią to na pokaz. Dla 'szpanu' chociaż tu wcale nie ma czym..
Ale są osoby, które naprawdę się pogubiły i czują się odrzucone przez otoczenie..Bardzo chciałabym im pomóc, ale.. ;c

4.Masz chłopaka/dziewczynę?
<3

5.Co myślisz o samobójcach?
Czemu takie straszne pytania? ;o ;_(
Są ludźmi, którzy nie radzą sobie ze sobą (życiem) i jednocześnie nie chcą pomocy. ;c

6.Co lubisz robić w wolnym czasie?
Muzyka, czytanie, pisanie, spacer <3

7. Gdybyś mogła/ mógł zamienić się z kim ciałem to kto by byłby tą osobą ?
Nie wiem.. nie mam jakiegoś ideału ciała O.o może.. Taylor Swift?
Po prostu.. szczupła.. ;c

8. Jaki masz numer w dzienniku?
9 ^^

9. Masz rodzeństwo?
TAG ;3 Dwie siostry i jedno w drodze! <3

10. Jak planujesz spędzić wakacje ?
Planuje? Planów mnóstwo!! <3 Chciałabym z siostrą i przyjaciółką zrobić trip po Polsce ^^

11. Jaki masz kolor włosów ?
Ktoś kiedyś wymyślił przezwisko Złotowłosa Zuzanna, więc.. może coś w tym jest? ^^ Niee no. Teraz mi ściemniały xd

Moje nominacje:
1.soulmate
2.Fight-for-love
3. VanityFair2332
4.neonrus
5.DawidAndMaja
6.lostoflove

Pytania (te same co w nominacji poniżej):
1. Jak masz na imię? Ile masz lat? Skąd jesteś?
2. Co/Kto zainspirował Cię do powadzenia bloga?
3. Ulubiony blog? (jeden ^^)
4. Motto życiowe?
5. Co lubisz w moim blogu/opowiadaniu?
6. Gdybyś mogła coś w sobie zmienić, co by to było?
7. Jakie sytuacje sprawiają, że masz 'wenę'?
8. Najgorsza sytuacja, w której postawiło Cię życie?
9. Osoba, która wpłynęła na Twój sposób życia?
10. Zgadzasz się z tym? Jak się do tego odniesiesz?
11. Do jakiej szkoły uczęszczasz?
24.03.2014 o godz. 23:26
Heeej <3 zostałam nominowana przez anothergirl ;) Straaasznie Ci dziękujęę. ;*

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Moje pytania:

1. Jak masz na imię?
Zuziaa ;)

2. Ile masz lat?
w listopadzie skończę 17. ! *.*

3. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?
OMG. Trudnee pytanie. Nigdy nie mam jakiejś ulubioneej piosenki. Muzyka jest za faajna, żeby się ograniczać to jednej czy nawet kilku 'ulubionych' pioseenek, no nieee? ;o
Czyli taag. Nickelback, Taylor Swift, Maroon 5.

4. Dlaczego zdecydowałaś się prowadzić bloga?
Hmm.. to była raczej spontaniczna decyzja. Po prostu.. od kilku miesięcy czytałam opowiadania na bloblo i pomyślałam, że może wykorzystam moją bujną wyobraźnie i spróbuje własnych sił ;*

5. Jak nazywają się Twoi najlepsi przyjaciele?
Ostatnio mam problemy z określeniem kto jest moim przyjacielem a kto nie ;c ale myślę, że.. Dawid, Paulina, Piotrek. O.o

6. Co robisz gdy masz doła?
Proste! Słuchawki w uszy + łóżkoo ^.^ lub.. piszę ;)
As simple as that. <3

7.Ulubiony kolor?
Nie mam chyba jednego.. O.o fioletowy, czarny, szary..

8. Czy jest jakaś książka, którą chciałabyś polecić?
Wiele! Jestem molem książkowym więc.. ^^ seria Zmierzch - nie wiem co w niej jest takiego, ale.. strasznie lekko się ją czyta, Naznaczona, HARRY POTTER - ofc. <3 Kamienie na szaniec, Bez mojej zgody, Ostatnia Piosenka, I wciąż ją kocham.. wgl. wszystko Sparksa! <3 ..
.. i wiele, wiele innych, o których z pewnością zapomniałam -,- ;p

9. Ulubiony film?
Identycznie jak w przypadku książek! Praktycznie wszystkie adaptacje Sparksa + Transporter ^^ <333 (ktoś jeszcze się jara Jason'em Staham'em !! ).

10. Podaj kilka ulubionych blogów.

1.Fuck-everything-im-Belieber jesteś moją wielką inspiracją <3 Mam nadzieję, że niedługo wrócisz do Nas ;)
2.youaremylife
3. JBbelieberPL
4. wikalovemi
5. Selenaxdd
6. NeverSayNever5

11. Czym byś chciała się zająć w przyszłości?
Uczęszczam do technikum hotelarskiego, potem planuję iść do WSHiG a potem..? Chciałabym podróżować! Zwiedzać najciekawsze zakątki świata, odkrywać nowe kultury i poznawać wspaniałych ludzi <3

NOMINUJE! ;* blogi z pytania 10 ;)

PYTANIA:
1. Jak masz na imię? Ile masz lat? Skąd jesteś?
2. Co/Kto zainspirował Cię do powadzenia bloga?
3. Ulubiony blog? (jeden ^^)
4. Motto życiowe?
5. Co lubisz w moim blogu/opowiadaniu?
6. Gdybyś mogła coś w sobie zmienić, co by to było?
7. Jakie sytuacje sprawiają, że masz 'wenę'?
8. Najgorsza sytuacja, w której postawiło Cię życie?
9. Osoba, która wpłynęła na Twój sposób życia?
10. Zgadzasz się z tym? Jak się do tego odniesiesz?
11. Do jakiej szkoły uczęszczasz?
17.03.2014 o godz. 19:50
Przepraszam Was (kolejny raz ;c), ale następny rozdział pojawi się prawdopodobnie nie prędzej jak na końcu marca ;c Jestem zawalona nauką + biorę udział w mega ważnym dla mnie konkursie z angielskiego. Mam nadzieję, że zrozumiecie ;/ ;*

Mam nadzieje również, że nie zapomnicie o moim opowiadaniu przez ten czas.. ;o
Kto wie może wena mnie weźmie i napiszę coś wcześniej? You've never known ^^ ;3
Pozdrawiam i tęsknię,
Unhappy Princess
Tagi: sorry
02.03.2014 o godz. 14:30
Dear Diary,

znowu to samo. To niekończące się koło, w którym tkwię po uszy. Strach przed tym, że ktoś się dowie, że.. już nigdy nie zaznam takiego uczucia jak dzisiaj na szkolnym korytarzu. Już dawno nie rozmawiałam tak z kimś. Tak.. niewinnie (o ironio). Ethan mnie nie zna, a co za tym idzie nie mógł mnie osądzać i nie był też zdany na opinię innych. To było przyjemne uczucie. Takie.. zapomniane.
Jak teraz tak o tym myślę to trochę żałuję, że go tak zwyzywałam. Ale tylko trochę! ;p Zwłaszcza, że jest chyba kimś ważnym w szkole. Wiesz co mam na myśli, prawda? Szacunek u chłopaków, podziw i westchnienia dziewczyn.
Reszta dnia w szkole upłynęła spokojnie. Na lekcjach głównie siedziałam sama. Tylko na matematyce pani kazała mi usiąść koło jakiejś nieśmiałej dziewczyny i na francuskim swoją obecnością zaszczycił mnie ten sam chłopak, który omal nie stratował mnie na szkolnym parkingu rano. Pomijając fakt, że to tak TROCHĘ moja wina.. Chyba mnie nie poznał. Oprócz krótkiego "część" nie odezwał się ani słowem. Całą lekcje siedział zadumany, całkiem jak w gabinecie u dyrektorki. Raz nawet Mr. Sower, nauczyciel francuskiego, przyuważył to i zawołał go do odpowiedzi, ale chłopak nawet nie wyglądał na zdziwionego. Nawet nie poszło mu najgorzej..
Jutro przyjeżdża tata. Okazało się, że odwołali mu jakąś konferencje i przebukował bilet z przyszłego tygodnia na jutro popołudnie. Mama się strasznie cieszy. Ja też, chociaż jak to mama stwierdziła w ogóle tego nie okazuje. Nie żebym miała złe kontakty z ojcem, ale.. wszystko bardzo się skomplikowało od tamtego czasu..


- Hej kochanie - powiedziała mama uchylając drzwi od mojego pokoju - mogę?
- Jasne - opowiedziałam z uśmiechem. To jedna z tych cech, które w niej kocham - bardzo szanuję moją prywatność.
Zauważyłam, że przygląda się notesowi, więc z pośpiechem go zamknęłam, powodując tym samym to, że mama w końcu przeniosła wzrok na mnie.
- Znowu piszesz? - zauważyła zadowolona.
- Tak jakoś.. - zaczęłam głupio się tłumaczyć. - Co tam? - ucięłam temat.
- Byłam u naszych sąsiadów. - powiedziała na co uniosłam brwi. - Z ciastem. No wiesz.. Tak się chyba robi, no nie?
Zaśmiałam się.
- To raczej oni powinni przyjść z ciastem do nas, mamo. - wytłumaczyłam - ale nie przejmuj się na pewno zapomną o tej małej gafie w chwili gdy spróbują twojego orzechowca.
- Tak myślisz? Też mam taką nadzieję, bo.. zaraz.. - powiedziała z zamyśleniem - skąd wiedziałaś, ze upiekłam orzechowca?
- Zawsze go robisz na specjalne okazje. Nasze urodziny, albo.. - mówiłam z uśmiechem kiedy nagle zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam. Nasze.. słyszałam w głowie - znaczy się..
- Ej, spokojnie - powiedziała i objęła mnie ramieniem - Pamiętasz co mówiła pani Steward? Najważniejsze to zacząć o tym normalnie mówić i..
- Mamo, przestań.
Nie miałam zamiaru wysłuchiwać kolejnego kazania o tym co powinnam robić a czego nie żebym poczuła się lepiej. Pani Steward to psycholożka. Pomagała mi, przynajmniej tak sądzą rodzice, otrząsnąć się po tym wszystkim. Jeżeli dzisiejsza pomoc polega na wmawianiu komuś, że wszystko będzie dobrze i na pewno sobie poradzę bo jestem silna a do tego branie za to kasy i to nie małej to wielkie dzięki. Sama sobie pomogę. I choć wiem, że mama strasznie zawiodłaby się gdybym powiedziała jej, że to wcale nie wizyty mi pomogły musiałam powoli odzwyczajać ją od tego psychologicznego podejścia do mnie. Parę razy słyszałam jak rozmawia z nią przez telefon. Trochę boli, kiedy widzisz jak własna matka nie umie z tobą poważnie porozmawiać bez wykonania telefonu do tej baby.
Siedziałyśmy tak w ciszy przez kilkadziesiąt sekund. Po chwili mama wstała z łóżka i kierując się w stronę drzwi rzuciła:
- Sąsiedzi zaprosili nas na powitalnego grila.
Spojrzałam na nią zszokowana. To jakiś żart?
- Bądź gotowa na 19. Nie możesz być tak aspołeczna - powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Aspołeczna? Serio?
Jeszcze kilka minut siedziałam zszokowana na łóżku. Dobrze wiedziała, że nie będę zadowolona. Między innymi dlatego tak szybko wyszła. Co ona sobie wyobrażała? Że pójdę tam, pouśmiecham się i powiem jak strasznie mi się tu podoba?! A co jeśli zapytają o coś na co nie będę chciała odpowiedzieć, albo.. Ahrr!
Rzuciłam notesem o ścianę naprzeciwko i opadłam na łóżko. Leżałam w tej pozycji na tyle długo, że zanim się obejrzałam zasnęłam.

♥♥♥


Obudził mnie telefon. Rozespana nawet nie spojrzałam na wyświetlacz, tylko pośpiesznie chcąc uciszyć melodię przycisnęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham. - powiedziałam zaspanym głosem.
- Nie wierze. Czyżby Bethany Montgomery ucięła sobie drzemkę? I to w środku dnia? - odpowiedział głos w słuchawce
- Daniel! Hej! - krzyknęłam do słuchawki i usiadłam na łóżku już ocucona.
Daniel to mój przyjaciel z Kanady. Całe życie chodziliśmy do jednej klasy, choć kontakt nawiązaliśmy dopiero dwa lata temu. I jeżeli miałabym odpowiedzieć za kim najbardziej tęsknie po przeprowadzce był by to bez wahania właśnie Daniel. To właśnie on był przy zawsze. Wspierał mnie w każdym momencie mojego życia. Kiedy wygrałam konkurs jazdy konno on był pierwszą osobą, która się o tym dowiedziała i pierwszą która mi pogratulowała. A kiedy nadeszły te gorsze dni.. miesiące był przy mnie. To w zupełności wystarczyło. Inni się odwrócili, on został. I choć gdy przychodził do mnie nie mogąc liczyć na żadne podziękowanie - siedział przy mnie. Czasami całe dnie spędzaliśmy w milczeniu, ja wtulona w jego ramię, a on podający mi chusteczki. I choć wiele razy kazałam mu odejść, krzyczałam na niego i wyzywałam od najgorszych w napadzie furii, zawsze zostawał tuląc mnie wbrew mojej woli aż się nie uspokoiłam i nie poddałam jego ramionom.
- Musieli Cię nieźle wymęczyć w ten pierwszy dzień - zaśmiał się do słuchawki.
- Nawet nie wiesz jak baardzo. - powiedziałam teatralnym głosem.
- Choć to wcale nie usprawiedliwia tego, że nie dałaś dzisiaj znaku życia. - powiedział rodzicielskim tonem, pół żartem, pół serio.
- Przepraszam, tatoo - odpowiedziałam z wyrzutem.
- Nad karą się jeszcze zastanowię, jednakowoż.. nie licz na litość. - zaśmiał się do słuchawki
Nastała cisza.
- Ja też tęsknie, Beth - wyszeptał czytając mi w myślach - Ale kto da radę..
- .. jak nie my - dokończyłam za niego pokrzepiającym głosem. - Naprawdę chciałabym żebyś tu teraz był. - powiedziałam patrząc pusto w fioletowe ściany mojej sypialni. (GIF)
- Ja też, Beth.
Znowu ta przeklęta cisza.
- Ok. Mama mnie woła - powiedział już pogodniejszym głosem.
- No to.. leć.
- Wieczorem na skype'ie, huh?
- Muszę Cię rozczarować, ale o 19.00 mam gril u sąsiadów.
- Co? - powiedział szczerze zdziwiony - od kiedy ty chodzisz na grile.. do sąsiadów?
- Od kiedy moja mama zaczęła roznosić swojego orzechowca po domach - powiedziałam zarzenowana.
- Hahahaha. To wszystko wyjaśnia. - odparł. - W takim razie.. DO kiedyś tam, wariatko!
- Do kiedyś tam, smarkaczu!
- Ej, ej! - powiedział widocznie nie lubiąc faktu, że wykorzystuje naszą trzydniową różnice w wieku.
- Hahahaha xd Pa.
- Pa, Beth.
Gdy odłożyłam słuchawkę spojrzałam na zegarek i okazało się, że jest już prawie 18. dlatego postanowiłam zacząć się ogarniać. Kiedy szperając w garderobie szukałam moich ulubionych dżinsów usłyszałam dźwięk wiadomości na komórce. Podeszłam do łóżka i chwytając komórkę przesunęłam blokadę na ekranie.

"Tylko nie zapomni założyć habitu! Bo jeszcze mi Cię ktoś poderwie. ;)" - Daniel





-----

No i jest następny! Następny spontan ;p Loool.
Dziękuję za dotychczasowe komentarze. ;**
Jakie wrażenia? Może jakieś teorie a propo dalszej części opowiadania? ^^
Tagi: #4
05.02.2014 o godz. 16:59
CZYTASZ=KOMENTUJ! ;D

Bethany


- Więc słucham. Macie coś na swoją obronę czy mam od razu przejść do kary?
Zrezygnowani popatrzyliśmy na siebie, a potem zgodnie cała nasza czwórka opuściła wzrok na podłogę. No pięknie. Nie ma to jak dywanik u dyrektorki w pierwszy dzień szkoły. Czemu mnie to nie dziwi? Hmm.. Może dlatego, że ja to w końcu ja, no nie?
- Tak jak myślałam. - powiedziała starsza pani za biurkiem kontynuując swój monolog.
Miała zadziwiająco wielką satysfakcję, że przyłapała nas na tym korytarzu. Sytuacja była trochę żenująca. Przecież to tylko trzy minuty spóźnienia. O co to wielkie halo? Nawet nie wiem kiedy był dzwonek. Będę się musiała przyzwyczaić do panującego tutaj reżimu. Jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji. Zrezygnowana wypuściłam powietrze przyjmując twarz pokerzysty.
- Przepraszam, proszę pani. To wszystko moja wina. -powiedziałam udając wielkie zakłopotanie.
Pani dyrektor jak i trójka moich towarzyszy ukazali za to tylko i wyłącznie zdziwienie. No może z wyjątkiem brunetki, na której twarzy malowało się jeszcze coś na obraz irytacji i oburzenia.
- Doprawdy? - odpowiedziała pani dyrektor widocznie znudzona zajściem.
- Tak, proszę pani. To mój pierwszy dzień w szkole i prawdę mówiąc, wstyd się przyznać, ale trochę się pogubiłam. Szukałam klasy i pomyślałam, że spytam się o drogę. - wytłumaczyłam się bez okazania jakichkolwiek emocji w głosie.
- Nowa uczennica? - spytała a ja kiwnęłam głową w odpowiedzi. - Jak się nazywasz? - ponownie zadała pytanie unosząc, w geście zaciekawienia, brwi.
- Bethany Montgomery - odpowiedziałam a ona zaczęła przeglądać jakiś notes.
Korzystając z okazji zerknęłam na postacie obok. Para, której sprzeczki byłam świadkiem siedziała spokojnie już z neutralnym wyrazem twarzy. Dziewczyna trzymała rękę na jego udzie. On natomiast wpatrując się w ścianę, zdawał się przebywać myślami w zupełnie innym miejscu niż gabinet dyrektorki. Chłopak, który zawinił wychodzeniem z toalety w niewłaściwym czasie, siedział najbliżej bo na prawo ode mnie. Spoglądając na jego twarz dostrzegłam pokrzepiający uśmiech. Speszona odwróciłam wyrok.
- Rzeczywiście.. - powiedziała. - Pani Montgomery z Kanady? - Było to trochę dziwne pytanie. Przecież chyba nie codziennie w szkole pojawia się nowa uczennica, a już na pewno nie z Kanady.
- Tak, to ja.. - odpowiedziałam zrezygnowana.
- W takim razie proszę wracać na lekcję. - rzekła od tak. Towarzysze wreszcie się ocucili. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywali się to we mnie to w panią dyrektor.
- Coś nie tak? - dodała nieco rozbawiona, za pewne ich reakcjami. Na te słowa zaczęli zbierać z podłogi torby i wychodzić z wymuszonym "do widzenia" w stronę starszej pani. Ruszyłam zaraz za nimi.
- Panią, panno Montgomery, prosiłabym jeszcze na chwilkę - zatrzymał mnie jej głos. Przewracając oczami dostrzegłam satysfakcję blondynki, która tak jak reszta odwróciła się jeszcze raz w stronę gabinetu. Odwracając się na pięcie zamknęłam drzwi i wróciłam na swoje krzesło.
- Tak? - spytałam. Dyrektorka wyraźnie zastanawiała się na czymś. Wyglądała jakby zaraz miała mi zdradzić coś w rodzaju tajemnicy państwowej.
- Więc.. Jak podoba Ci się w naszej szkole? - powiedziała ni stąd ni zowąd.
- Eee.. właściwie to mój pierwszy dzień i..
- No tak, tak. - przerwała mi - Ale pamiętaj, że gdybyś miała jakiekolwiek problemy z.. zaadaptowaniem się to zawsze możesz tu przyjść i.. no wiesz - powiedziała, choć wydawała się przy tym jeszcze bardziej zmieszana niż ja. - Choć myślę, że po dzisiejszym zajściu - zmieniła ton podkreślając ostatnie słowo - zdobyłaś trochę.. wdzięczności.
- Ale oni naprawdę.. - zaczęłam, ale pani dyrektor y uśmiechem na twarzy uniosła znacząco brew. - Dziękuje. - odwzajemniłam uśmiech i jednocześnie poczułam się jak małe dziecko, które zostało przyłapane na podjadaniu słodyczy. Zastanawiało mnie czemu pozwoliła mi na to małe kłamstwo. Skoro wiedziała od samego początku to.. czemu nic nie powiedziała? Może jednak nie jest taka sztywna i zasadnicza? - Jednakowoż.. prosiłabym o dokładniejsze zapoznanie się z planem szkoły, żeby uniknąć tego typu sytuacji w przyszłości - dodała również z rozbawieniem.
- Ale przecież świat nie skończy się z powodu jednej lekcji biologii, prawda? Za piętnaście minut zaczynasz język angielski z panem Morganem w sali 102. Jak mniemam teraz trafisz, prawda? - Tak, proszę pani. - W takim razie to wszystko. Miłego dnia, Bethany. - powiedziała na odchodne przerzucając wzrok na dokumenty, znajdujące się na biurku.
- Dziękuję. Do widzenia. - odpowiedziałam i nareszcie dane mi było opuścić pomieszczenie.
Gdy wyszłam z gabinetu pustka na korytarzu już mnie nie dziwiła. Po pierwsze dlatego, że bardzo odpowiadał mi taki stan rzeczy i podkreślał urok tego miejsca, a po drugie trwała przecież pierwsza lekcja. Pewna siebie ruszyłam przed siebie.
- Jeśli nie chcesz spóźnić się na kolejną lekcję, lepiej idź w tą stronę - usłyszałam za sobą i od razu się odwróciłam. Koło gabinetu dyrektorki oparty o ścianę, z rękami splecionymi na piersi i cwaniackim uśmiechem, stał toaletowy chłopak. Nazwałam go tak w moich myślach zaraz po tym jak zrozumiałam, że to przez niego zaliczyłam niezłe zderzenie z podłogą na korytarzu niespełna pół godziny temu. Muszę przyznać, że jak na tak okropne przezwisko wygląda na prawdę nieźle. Brązowe rurki i biała koszulka w czarne paski doskonale podkreślały jego dobrze zbudowane ciało, a lekko zmierzwione, jasne włosy pełniły, moim zdaniem, rolę dodatku do garderoby.
- Proszę? - spytałam z pewnością siebie, przystając i splatając ręce podobnie do kompana.
- Taka rada. Sala 102 jest w tamtą - ponownie wskazał palcem stronę przeciwną do kierunku obranego przeze mnie. Uśmiechnął się i zaczął powoli zmierzać w moją stronę.
- Podsłuchiwałeś?! - spytałam oburzona.
- Ej, ej! Spokojnie - zaczął się tłumaczyć i wyjmując ręce z kieszeni podniósł je do góry w poddańczym geście
- Wcale nie podsłuchiwałem. Czemu podejrzewasz mnie o tak straszne rzeczy? - podwyższył komicznie głos w celu podkreślenia swojego oburzenia i położył dłoń na klatce piersiowej.
- Skąd niby wiesz gdzie mam lekcje? - spytałam zrezygnowana mrużąc oczy.
- Zdradzę Ci sekret. - wyszeptał rozglądając się na wszystkie strony - jestem jasnowidzem. - spojrzał na mnie z poważną miną, ale gdy tylko zobaczył, że nie śmieszy mnie ani jeden z jego "żartów", wypuścił z ust powietrze z rezygnacją. - Słuchaj nie jestem analfabetą, a plan wisi na korytarzu także..
- Skąd wiedziałeś która klasa? - zbliżyłam się na krok. - Jest tylko jedna niepełna druga klasa w tej szkole - również zbliżył się na krok.
- Doprawdy? - odpowiedziałam dalej drocząc się z chłopakiem tradycyjnie przybliżając się do niego.
- Tak mniemam. - powiedział wykonując jeden krok w przód.
Staliśmy tak przez chwilę w milczeniu tocząc walkę na wzrok. W końcu chłopak nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Spojrzał na mnie a ja tylko uśmiechnęłam się teatralnie przewracając oczami.
- Jestem Ethan - przedstawił się. I wyciągnął rękę, której uścisk odwzajemniłam.
- Bethany. Ale to już pewnie też wiesz.
- Obiło mi się coś o uszy. - odpowiedział z uśmiechem. - Może, w trosce o twoją frekwencje, zaprowadzę Cię pod klasę, huh?
Spojrzałam na niego dumnie i zaczęłam tłumaczyć ,że sama świetnie sobie poradzę i nie musi traktować mnie jak dziecko.
- To tak. Zapomniałem.
- O czym? O co Ci znowu chodzi? - W końcu jesteś.. no wiesz. - powiedział i odwrócił wzrok. - Jestem.. co? - powiedziałam a głos lekko mi zadrżał. - Nie wiem o co Ci chodzi. - A właściwie miałam nadzieje, że nie wiem. On.. nie mógł wiedzieć, prawda? Przecież nikt nie wiedział. Nikt nie miał prawa.. a co jeśli jednak wie?
- Kanadyjką. - powiedział szeptem ponownie patrząc na mnie.
Uff.. Czyli jednak nie wie. Cholera! Mam dosyć tego ciągłego strachu. Ciągłego oglądania się za siebie i myślenie czy ktoś przypadkiem nie dowiedział się o tym, że..
- Ej, wszystko w porządku? - spytał i podchodząc jeszcze bliżej położył ręce na moich ramionach uważnie wpatrując mi się w oczy.
- Taak. Czemu miało by nie być? - odparłam wciąż czując jak moje serce chce wydostać się z klatki piersiowej. Tak, wszystko w jak najlepszym porządku, tylko o mało co nie dostałam zawału.
- Jesteś strasznie blada.
- Co? Eee.. Tak jak powiedziałam wszystko jest OK. - powiedziałam i ruszyłam w prawidłowym już kierunku korytarza zrzucając ręce Ethan'a z ramion.
- Czysta Kanadyjka.
Szczerze nawet nie zauważyłam kiedy ruszył za mną.
- Że niby jestem przez to gorsza?!
Zatrzymałam się i obróciłam w jego stronę przez co prawie na mnie wpadł.
- Nie. - powiedział i ściszył głos - Po prostu uparta i zawzięta - jakby to było coś oczywistego. - i do tego.. - przymierzał się do kontynuowania swoich jakże obchodzących mnie refleksjach podnosząc filozoficznie palec do góry, jednak widząc moją minę darował sobie dalszą część swojego przemówienia.
Rozglądając się zauważyłam, że stoimy już pod właściwą klasą.
- Umiesz czasami myśleć? - spytałam
- No raczej. - odpowiedział zaskoczony pytaniem.
- Czyli teoretycznie znasz różnicę między "tak" a "nie"? - ponownie zadałam pytanie wpatrując się w chłopaka.
- Noo taak.. - odpowiedział patrząc na mnie jak na wariatkę. - No to, z łaski swojej, wytłumacz mi na jaką cholerę mnie odprowadzałeś?! - krzyknęłam a na twarzy Ethan'a pojawił się szeroki uśmiech.
- Ej, nie wlewaj sobie! Wcale Cię nie odprowadzałem. - prychnął.
- Nie no oczywiście. Pewnie było Ci po drodze wkurzanie nowej koleżanki? - splotłam ręce na piersiach i uniosłam brwi.
- Nie wiem o czym mówisz, koleżanko.. - odpowiedział przeciągając ostatni wyraz. - Jako przykładny uczeń czekam pod salą moich zajęć.
Trochę to trwało zanim zrozumiałam o co mu chodzi. A kiedy to sobie uświadomiłam wszystko na co miałam ochotę w tamtym momencie sprowadzało się do słowa seriosusly dla całego Wszechświata.
- Swoją drogą niezły refleks.. - powiedział i mrugnął do mnie.
Miał pewnie na myśli jego "odprowadzanie" mnie. Jednak nie było mi dane mu się odgryźć bo rozległ się dzwonek, a uczniowie zaczęli wysypywać się z sal na około.



-------

I jak? ;o
Strasznie Was przepraszam, że tak długo nic nie pisałam ;/ Ale mam teraz ferie, więc będę pisać częściej.
Mam nadzieje, ze jest tam ktoś kto czasami tu zagląda ;( Nie macie pojęcia jak mi głupio, ze zaniedbałam to opowiadanie! Ale obiecuję, jeżeli dacie mi znak, ze czytacie będę wstawiać rozdziały jak często się da! W zasadzie już zaczęłam następny i mam masę pomysłów i jeszcze więcej czasu! ;**

XOXO,
Unhappy_Princess <3
Tagi: #3
03.02.2014 o godz. 19:42
Przepraszam, że tak długo mnie nie było ;c Prawdę mówiąc nie miałam czasu, żeby nawet zajrzeć na bloga, a co dopiero napisać nowy rozdział O.o gdy wczoraj zajrzałam byłam w szoku, ale jak najbardziej pozytywnym! Dziękuję za te 6 komentarzy! ;** Dzisiaj zabiorę się za pisanie nowego rozdziału zgodnie z obietnicą ;D + już biorę się za czytanie waszych blogów!

XOXO, Unhappy Princess <3 ;***
Psst! Look below, my dears ^^
·····························································

Someone will go on the rug with the headteacher..
Tagi: spoiler
12.01.2014 o godz. 12:23
Siedząc na siedzeniu pasażera wypatrywałam przez okno.. czegoś. Jakiegoś znaku, który dodał by mi otuchy. Nic się nie pojawiło. Może właśnie Nic mam traktować jako znak?
- Jesteśmy. - z moich zamyśleń wyrwała mnie mama. - Czas na..
- przedstawienie - wyszeptałam do siebie.
- Co? - odpowiedziała zaciekawiona mama. Wyraźnie nie dosłyszała tego co powiedziałam. I dobrze.
- Nic takiego. - wypuściłam dość głośno powietrze - No to.. idę - Skierowałam w stronę mamy niezbyt szczery uśmiech. Nigdy nie umiałam kłamać i nie zamierzałam jej oznajmiać, ze szalenie się ciesze z powodu zmiany szkoły w połowie semestru.
- Beth.. - zaczęła mama, ale nie miałam zamiaru wysłuchiwać jej kazania na temat tego co jest dla mnie dobre a co nie, wiec szybko ucięłam jej wypowiedz.
- Wiem, wiem. - wysiliłam się na sympatyczniejszy wyraz twarzy. - Dam rade. Kto jak nie ja, prawda? - No własnie. Kto jak nie ja mógłby znieść dwie zmiany szkoły w ciągu jednego roku.
- I tak trzymaj! - odpowiedziała widocznie zadowolona z mojej odpowiedzi. - O! Zapomniałabym - oznajmiła i zaczęła grzebać w torebce. Wyjmując z niej portfel dala mi dziesięć dolarów. - Proszę. Na mały lunch.
- Dziękuję. Do zobaczenia! - odparłam biorąc od mamy pieniądze.
Gdy tylko samochód mamy odjechał z parkingu przez myśl przeszła perspektywa ucieczki. Ale jak w tym wszystkim odnalazłaby się panienka z dobrego domu? Prychnęłam.
Dasz rade, kto jak nie..
- Cholera! - usłyszałam czyiś wrzask na tle pisku opon. Obejrzałam się i zobaczyłam, ze maska czarnej audicy znajdowała się kilkanaście centymetrów ode mnie.
Przerażona spojrzałam na niedoszłego zabójce mojej osoby. Za kierownica kabrioleta siedział przerażony chłopak o włosach czarnych niczym pióra u kruka. Szybko zdałam sobie sprawę, ze to definitywnie nie on wydał z siebie wrzask, który słyszałam. Odruchowo spojrzałam na siedzenie pasażera i dopiero wtedy uzyskałam odpowiedz na moje pytanie. Grzesząca uroda brunetka o prostych włosach obdarzyła mnie zabójczym wzrokiem. Sfrustrowanym wzrokiem spojrzała na swojego towarzysza, który z koleji wpatrywał się we mnie. Wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Nie uzyskując z Jego strony żadnej reakcji wykonując szybki ruch nacisnęła klakson - Masz zamiar się ruszyć?! - odruchowo zeszłam z drogi - Patrz jak chodzisz! - Usłyszałam na odchodnym również od pasażerki. Chłopak nie odezwał się w ogolę. Miałam wrażenie, ze cala ta sytuacja była dla niego równie dziwna jak dla mnie.
Nieźle jak na początek, Beth - pomyślałam. Biorąc głęboki oddech rozejrzałam się w około. Na moje szczęście nie wiele osób zwróciło uwagę na ten incydent. Gmach szkoły otoczony był parkiem, którego malowniczość o tej porze była nie do opisania. Parking zaczął się powoli zapełniać. Chcąc uniknąć sytuacji z przed chwili zaczęłam iść w stronę wejścia do szkoły. Spóźnić się na zajęcia nie mogłam, wyjechałam stosunkowo wcześnie by zdążyć jeszcze do sekretariatu. Ku mojemu zaskoczeniu gdy weszłam do szkoły na korytarz nie było żywej duszy. To wyjaśniałoby fakt, tak wielu ludzi na zewnątrz.
W oczy rzucił mi się napis 'Sekretariat' znajdujący się na końcu korytarza. Bogu dzięki! Jeszcze tego brakowało, żebym musiała się kogoś spytać. Wyszłabym na ostatnią idiotkę, zważywszy ze jest początek grudnia i nie każdy (czytaj: nikt) wie ze jestem nowa i mam prawo nie znać drogi do sekretariatu. Pewnym krokiem ruszyłam w korytarzem.
Gdy doszłam do docelowych drzwi zapukałam i weszłam do środka.
- Dzień Dobry. - przywitałam się grzecznie z panią za kontuarem po czym zamknęłam drzwi. - Nazywam się Bethany Montgomery. Jestem nową uczennicą. Powiedziano mi, ze mam się tu zgłosić po..
- .. legitymacje i spis sal lekcyjnych. - dokończyła za mnie z wielkim uśmiechem na twarzy sekretarka. Emanowała od niej taka energia, ze niemożliwym byłoby nie odwzajemnienie uśmiechu. - Proszę. - podała mi wcześniej wymienione rzeczy. - I jak pierwsze wrażenie, Bethany? - zaskoczyła mnie pytaniem kobieta.
- Eee.. - zająknęłam się. - Zapierające dech w piersiach widoki - odpowiedziałam wymijająco. Zapewne nie chciałby usłyszeć, ze kilka minut temu prawie wpadłam pod kola jednego z uczniów.
- He he. Niezły unik. - zauważyła. - Nie ma się czym przejmować. Pozwoliłam zerknąć sobie na twój dzisiejszy plan i na prawdę trafili Ci się jedni z najbardziej lubianych nauczycieli. A nowe znajomości? Jestem pewna, ze nie będziesz miała z tym większych problemow. - przekonywała.
- Mam nadzieje. Do wiedzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziała sekretarka - I powodzenia!
Podziękowałam i przytłoczona nadmiarem entuzjazmu znajdującego się w pomieszczeniu wyszłam.
Zerknęłam na zegarek. Do lekcji zostało mi jakieś dziesięć minut. Stwierdzając, ze mam jeszcze dość czasu udałam się do damskiej toalety znajdującej się w zasięgu mojego widoku.
Gdy wychodziłam z toalety ruszyłam pod sale 209, gdzie miała odbyć się moja pierwsza lekcja - biologia. Z torby wyciągnęłam już nawet potrzebne na tą lekcje książki i kartę obecności dla nauczyciela. Byłam perfekcyjnie przygotowana. Dudało mi no nieco pewności, ze nie będę się zbytnio wyróżniać. Chcąc udać się na schody usłyszałam szept osoby znajdującej się za rogiem. Odruchowo przystanęłam, opierając się plecami o jakieś drzwi.
- Oboje widzimy, ze działasz po wpływem impulsu. Nie myślisz tak na prawdę, kotku. - głos dziewczyny nie był mi obcy. Byłam prawie pewna, ze to ten sam głos, który zwyzywał mnie na parkingu kilkanaście minut temu. Brzmiała luzacko ale również.. niepewnie?
- Kate - powiedział zdecydowanie lecz delikatnie męski głos - Jestem o tym przekonany.
- Luke..
- Nie! - przerwano jej gwałtownie - Na prawdę starałem się. Staraliśmy się. Nie wyszło. Przykro mi. - głos chłopaka załamał się. - Na prawdę mi przykro! - powtórzył dosadnie. Miałam dziwne wrażenie, ze o swojej skrusze bardziej próbuje przekonać samego siebie niż swoja rozmówczynie. - Nie mam siły dłużej udawać. Ani przed Toba ani przed samym sobą. Ja..
I w tym momencie stało się coś czego nawet sam Einstein by nie przewidział. Ktoś z impetem otworzył drzwi o które się dotychczas opierałam. W efekcie upadlam na kolana wyrzucając w miedzy czasie wszystko co miałam w reku w nieznane. Gdy wyszłam z szoku co nie trwało więcej niż kilka sekund wstałam z podłogi i zaczęłam ścierać kolana. Podnosząc wzrok zauważyłam dwie pary oczu wlepione we mnie.
O cholera!


GIF
--------

Co sadzicie o tekście? Szczerze mówiąc, napisałam go spontanicznie. Usiadłam do lapka - napisało się samo. ;p
Dajcie znać co o Nim myślicie!
6 kom = nn? Dacie rade? ;p Co ja mowie, wiadomo, ze tak ;)
XOXO,
Unhappy Princess.
Tagi: #2
08.12.2013 o godz. 22:04
Dear Diary,

Wiem, ze początki nigdy nie są łatwe. Zwłaszcza gdy ostatnie zakończenie nie było takie jak sobie wymarzyłeś. Plusem początków jest wyzerowanie wszystkich grzechów przeszłości, lecz czy nie jest tez najłatwiejszym sposobem na zapomnienie o nich? Zdecydowanie. Tylko tchórze tak robią.. Myślą ze ucieczka wszystko naprawi? Ze ich życie zostanie wyzerowane? Ich błędy zapomniane? Nie. Uciekają bo nie mogą znieść myśli, ze ktoś znający ich historie może ich osadzić. Jakby nie wystarczało to, ze domniemany tchórz sam nie może spojrzeć na siebie w lustrze. I tak oto ja - Bethany Montgomery uciekam od własnej przeszłości. Cóż za ironia. Szkoda tylko, że nie można uciec od samego siebie. Wtedy wszystko byłoby prostsze. Może w końcu przestałabym się czuć jak rozbitek na morzu, któremu Nikt nie rzuca koła, nie chwyta ręki.. Nie dziwie się. Na miejscu Nikiego też bym sobie nie pomogła. Coraz częściej dopada mnie myśl, że we mnie nie ma już czego ratować..


- Bethany! - usłyszałam krzyk mamy z kuchni - Pięć minut!
Nie narażając się rodzicielce, posłusznie schowałam notes pod materac. Zsunęłam się z łózka i chwyciłam za torbę. Na ten moment byłam przygotowana od wielu godzin, ponieważ noc ostatnio zamiast czasem snu jest dla mnie czasem przemyśleń.
Książki idealnie ułożone w torbie wraz z butelka wody mineralnej obok. W osobnej kieszonce portfel i ulubiony perfum. Przeglądając się ostatni raz w lustrze mojej łazienki zobaczyłam idealnie proste włosy otulające twarz z idealnie nałożonym delikatnym makijażem. Strój tez wydawał się być odpowiedni. Tunika w czarna kratę, leginsy, płaskie czerwone baleriny i kilka bransolet w tym samym kolorze. Patrząc w odbicie zmrużyłam oczy. Cale lato obawiałam się tej chwili. Lekko uniosłam wargi. Nie - pomyślałam - za niewinnie. Uniosłam kąciki ust wyżej. Zdecydowanie nie - za sztucznie. Prychnęłam. To nie ma prawa się udać. Opuszczając wzrok na podłogę pomyślałam jaka głupia byłam sadząc, że mam jakiekolwiek szanse. Wzięłam głęboki wdech. Ponownie spojrzałam sobie w oczy i przybrałam sympatyczny wyraz twarzy. 'Cześć, jestem Bethany'. Zdziwiona stwierdziłam, ze jestem dumna z uzyskanego efektu.
Słysząc klakson Toyoty zbiegłam ze schodów i ruszyłam prosto do wyjściowych drzwi. Czas na nastolatkę z dobrego domu. Czas na przedstawienie pomyślałam w duchu otwierając je.





------------------------------------------------

Pierwsze koty za ploty!
Mam nadzieję, że udzielicie mi zdrowej krytyki, co? Jestem tu nowa, więc.. Podobało się - komentuj! Nie podobało się? Tym bardziej komentuj! ;p
+ chętnie poczytam Wasze blogi i wyrażę swoje odczucia w formie komentarzy! Także podsyłajcie linki! ;D

XOXO,
Unhappy Princess <3
Tagi: showtime
07.12.2013 o godz. 23:16
your-black-rainbow
YOU KNOW MY NAME. NOT MY STORY.
Skąd: Wielkopolska
O mnie: mała dziewczynka, z wielkim serduchem :* czasami aż za wielkim.. ;c http://ask.fm/YourBlackRainbow Zapraszam do zadawania pytań! ;)
statystyki
sekcja użytkownika
||W przedszkolu wystarczyło koślawe serduszko nakreślone różową świecówką, potem spacer na huśtawki i miłość na wieki - czyli jakoś do końca tygodnia. Cholera, ale to było proste || budzisz się rano, a w źrenicach resztki wczorajszego słońca. to tęsknota ... wiesz? || " i żyli długo i szczęśliwie " - nikt nie powiedział , że razem.. || Jedyne co nas łączy to samo powietrze... ||